Posty

Smok Ambroży i odpoczynek

Pewnego dnia Smok Ambroży zmęczył się pracą w ogrodzie. Pomagał rolnikom pielęgnować drzewa. Za tę pomoc dostawał gruszki, które były jego ulubionym pokarmem. Ludziom bardzo się podobało z jakim wysiłkiem Ambroży pracuje. Przycinał gałązki, owijał materiałem ochronnym korę drzew, zbierał zepsute owoce. Był bardzo pomocny. Po całym dniu takiej pracy Ambroży był wykończony. Ciągłe zginanie smoczych pleców nadwyrężyło jego kręgosłup! Dlatego usiadł pod drzewem i głęboko westchnął: -Ech! Jaki jestem zmęczony! -Teraz więc musisz odpocząć!- Powiedział Roland. -To prawda, ale jest jeszcze trochę drzew do pielęgnacji. -Nie przejmuj się tym.- Powiedział ogrodnik.- Pracowałeś, teraz więc musisz odpocząć. Smok Ambroży kiwnął głową. Podniósł wielką łapę i podrapał się po szyi. -A Wy kiedy odpoczywacie? -Spytał zakłopotany. -Ogrodnicy odpoczywają co chwilę, gdy obserwują jak rosną owoce. Ogrodnicy odpoczywają także wówczas, gdy zbierają pyszne, soczyste gruszki. Na wspomnienie o owocach Ambrożemu a...

Smok Ambroży i praca

W dalekim kraju, gdzie nie ma jeszcze telefonów komórkowych, mieszkał w ogromnej jamie Smok Ambroży. Miał on ogromny apetyt i wielki brzuch. Smok Ambroży miał także skrzydła, jednak nie korzystał z nich zbyt często. Był cały zielony i miał ogromne zęby. W swojej paszczy mógł zmieścić trzy krowy jednocześnie! Był jednak łagodnym smokiem. Nie atakował ludzi, lecz lubił podjadać zwierzęta z ich pastwisk. Uwielbiał na deser zjeść puszystą owieczkę. Jego ulubionym daniem były jednak jabłka maczane w czekoladzie. Czekoladę dostawał od Królewskiego Cukiernika z sąsiedniego Królestwa. Smok był bowiem dalekim kuzynem cukiernika! Spokrewniony jest przez wspólną ciotkę, która była jego matką chrzestną. Jak już wspomnieliśmy Smok Ambroży bardzo lubił jeść. Całymi dniami zastanawiał się, co mu dziś będzie smakować i na co ma ochotę. Dzięki temu był tak gruby i nie latał w ogóle. Skrzydeł swoich używał jedynie do wachlowania się i studzenia zgrzanego czoła w upalne dni. Tego dnia Smok Ambroży zaprag...

Cukier i sól

Pewnego dnia król był bardzo smutny. Nie rozweselił się nawet po deserze Królewskiego Cukiernika! Smutek władcy zastanowił Edwarda. -Co się stało Waszmości?- spytał. -Królestwo popada w długi- odparł władca.- Był bardzo słaby rok w produkcji cukru. Kopalnie soli zaś są przeładowane towarem, którego nikt nie chce kupić. Skarbiec pustoszeje z dnia na dzień. Jak tak dalej pójdzie nie będę mógł pozwolić sobie na pyszne ciasta, które pieczesz!- zapłakał król. Cukiernik odszedł zasmucony. Martwił się sytuacją królestwa. Nie martwiła go utrata pracy. Jego zdolności na pewno zostaną docenione gdzie indziej. Jest przecież cukiernikiem! Ale bardzo chciał pomóc królowi i państwu, które tak miło go przyjęło. Bardzo lubił tutejszych mieszkańców. Nie chciał, aby cierpieli z powodu biedy. Gdy Edward wchodził do kuchni, Ciastuny (czyli opiekunowie ciasta) go zagadnęły: -Czemu jesteś taki smutny?- Ich miły głos od razu rozjaśnił twarz cukiernika. -Królestwo ma problemy finansowe- odpowiedział smutny. -...

Cukierki rosołowe

Pierwsze dni w pracy Królewskiego Cukiernika nie były lekkie. W nowym miejscu człowiek musi mieć czas, aby się przyzwyczajać. I tak pierwszego dnia Edward pomylił cukier z solą, a także pieprz z kapustą. Nikomu nie było do śmiechu, gdy król zakrztusił się posoloną herbatą. Ale na poważnie władca zdenerwował się przy obiedzie, kiedy dostał rosół z kapustą! Cukiernik przeprosił go bardzo, tłumacząc że pieprz potrzebny mu był do ciasta i zupełnie niechcący pomylił go z kapustą. -Przecież one wyglądają prawie tak samo!- tłumaczył niejasno swoje przewinienie. Kucharz, który przez tę pomyłkę źle podał królowi obiad, pogroził Edwardowi łyżką. Ale z każdym kolejnym dniem cukiernikowi szło coraz lepiej. Dania deserowe były wykwintne, a słodkości rozpływały się w ustach. Król zawsze czekał na posiłek, ale tylko dlatego, że uwielbiał przysmaki cukiernika podane na deser. Dni płynęły bardzo spokojnie. Władca zajadł słodkości i z dnia na dzień stawał się nieco grubszy. Służyło to Edwardowi za dowód...

Konkurs na Królewskiego Cukiernika

W królestwie bardzo starym, daleko, daleko za wysoką górą mieszkał sędziwy król. Rządził już przeszło sto lat. I nikt z poddanych nie pamiętał, kto rządził przed nim. Był wysokiego wzrostu, ale miał szczupłą sylwetkę. Siwe, długie włosy ozdabiały królewską, pociągłą twarz. Władca bardzo lubił słodycze. Lata panowania dzieliły się na dekady cukierkowe, ciastowe, kremowe oraz lukrowe. W krainie przez niego rządzonej płacono cukrem, a kary spłacano solą. Uprawa trzciny cukrowej i buraka cukrowego była najszlachetniejszym zadaniem. Tych, którzy coś przewinili, odsyłano do pracy w kopalni soli. A najważniejszym urzędem w państwie był Królewski Cukiernik.  O tę funkcję starało się co roku wielu mistrzów wypieków, lukierników oraz twórców cudownych kremów. Doroczne zawody pieczenia ciasta przyciągały do królestwa tysiące podróżnych. Każdy pragnął zobaczyć zawody w lukrowaniu pączków, pieczenie najwyższego tortu oraz wyścigi w kremowaniu ciasta. A przede wszystkim każdy był ciekawy, kto zo...